do projektu ustawy dołączyć listę wszystkich

tym jak nikt: płeć, wiek, stan zdrowia... Przecież sama odbierała
jej teraz namierzyć prawdziwy ekspert (bo jak inaczej mogła określić
Drżącymi rękoma Milla wyjęła jeszcze dwa dokumenty
jej w głowę z pistoletu, wydawał się potworną, przerażającą
an43
nagle nic.
109

wszelką cenę utrzymać głowę ponad powierzchnią wody
włoski niemowlęcia bardzo pojaśniały, oczka stały się niebieskie i
- Właściwie to się dzisiaj nie kładłem. Zbierałem informacje dla
34
Jeszcze bardziej wyprowadzała ją z równowagi niewzruszona

z miłości. Znali się od dziecka, przyjaźnili i doskonale rozumieli.

McKenziego. Pracował z koniem, który nie dawał się okiełznać. Oczy źrebaka błyszczały. Zarzucał masywnym łbem, próbując się uwolnić. Brig zaparł się obcasami. Im bardziej koń opierał się, tym mocniej Brig ciągnął za postronek. Na ramionach chłopaka lśnił pot, a na kamiennej twarzy malowała się zawziętość. Nie widział nic poza zwierzęciem. W Angie coś drgnęło. Zastanawiała się, jak by to było, gdyby to na nią Brig patrzył tak jak na krnąbrne zwierzę. Brig McKenzie nie był od niej dużo starszy, ale był bardziej doświadczony niż jego rówieśnicy z miasta. Mógłby dać jej to, czego chciała. Czego potrzebowała. Odgarnęła włosy z twarzy, przeszła po rozgrzanym asfalcie i oparła się o płot. Z zadowoleniem przyglądała się grze mięśni barków i ramion chłopaka. Gdy Brig przemawiał do źrebaka cichym, łagodnym, ale stanowczym głosem, Angie dostała gęsiej skórki. - Co on tu robi? - spytała Felicity, podchodząc do Angie. - Tata go zatrudnił w zeszłym tygodniu. - Po co? - Do pracy na ranczu. - Pytania Felicity i zaczepny ton jej głosu irytowały Angie. Ostatnio w ogóle Felicity ją drażniła, bo od kilku tygodni była w kiepskim nastroju. - Podobno jest najlepszym jeźdźcem w okręgu. - Tak, kiedy nie siedzi w więzieniu - mruknęła Felicity pod nosem. - Albo nie śpi z czyjąś żoną. - Nigdy nie siedział - odparła ostro Angie, zaskoczona, że tak wiele wie o Brigu McKenziem i zakłopotana, że poczuła się w obowiązku go bronić. - A te opowieści o kobietach... są pewnie przesadzone. - Powędrowała wzrokiem w dół po zagłębieniu jego kręgosłupa, poniżej łagodnego wcięcia w pasie. Jego biodra luźno oplatał pasek z grubej skóry. Dżins na pośladkach był cienki i wyblakły, a przez jedną postrzępioną dziurę widać było centymetr umięśnionego uda. Angie ścisnęło w żołądku. Przeszedł ją dreszcz i zaparło jej dech w piersiach. - Wiesz? - powiedziała szeptem, do Felicity - Jest niezły. - Jeśli lubisz prostaków. Brig odwrócił się, jakby ją usłyszał. Miała wrażenie, że leniwe błękitne oczy chłopaka rzucają gromy w jej stronę. - Co mogę dla was zrobić? - spytał niecierpliwie. - Przyglądamy ci się tylko - wyjaśniła Angie z uśmiechem, który zwykłe roztapiał męskie serca. - I jak wam się podoba? Nie mogła się powstrzymać i oblizała wargi. - Może być. Widziałam lepszych. Brig zmarszczył czarne brwi i posłał dziewczynie szelmowski, wyzywający uśmiech, którym mówił jej, że kłamie. - Więc nie ma się na co gapić, prawda? - Odwrócił się do konia, a Angie poczuła, że jej szyję powoli zalewa rumieniec. Felicity nie zdążyła ukryć uśmiechu. Angie odwróciła się na pięcie, czerwona jak burak. - Bezczelny bydlak - wycedziła przez zęby. Pobiegła alejką wyłożoną płytkami, która prowadziła na szeroki frontowy ganek. Czuła się upokorzona. Otworzyła zamaszyście drzwi i wpadła do sieni. Jak on śmiał ją obrazić! Przecież jest nikim. Bękartem. Nie ma grosza przy duszy. Złapała się na tym, że chyba robi się taką samą snobką jak Felicity. Poszła do łazienki, spryskała twarz wodą i wróciła do Felicity, która czekała w kuchni. W zielonych oczach najlepszej przyjaciółki Angie widać było rozbawienie, ale Felicity miała tyle zdrowego rozsądku, żeby jej teraz nie drażnić. - Chcecie się czegoś napić? - spytała Mary. Przysadzista kobieta, która lubiła przyrządzane przez siebie jedzenie, od lat gotowała dla rodziny Buchananów. Została zatrudniona na długo przed śmiercią matki Angie, zanim jej ojciec poślubił Denę. Na myśl o macosze Angie zmarszczyła czoło. W porównaniu z pierwszą panią Buchanan, Dena była anemiczna i nijaka. - Jest mrożona herbata albo lemoniada. - Mary już sięgała do lodówki po dwa dzbanki z chłodnym napojami. - Poproszę herbatę - powiedziała Felicity. - Może być - zgodziła się Angie. Patrzyła przez małe okienko na stodoły i wybieg, na którym Brig próbował poskromić upartego konia. Jego czarne włosy lśniły w blasku słońca, a skóra błyszczała od potu. Wyglądał bardzo zmysłowo. Harmonijne, twarde mięśnie, wąskie biodra, szeroka szczęka i przeszywający wzrok pociągały ją. Był dla niej wyzwaniem. Mary postawiła na blacie dwie szklanki z lodem i wróciła do przerwanej pracy. Usiłowała oddzielić kość od ogromnego schabu. Zaczęła uderzać w twarde mięso ostrym toporkiem na drewnianym trzonku. Angie wzięła szklankę i wyszła na zewnątrz. - Kiedy wróci Derrick? - spytała od niechcenia Felicity, ale w jej głosie słychać było niepokój. Szły kamienną ścieżką przez ogrody Deny do basenu. Przeszły przez różaną altanę. Angie wzruszyła ramionami i poczuła coś w rodzaju współczucia dla przyjaciółki. Derrick przestał się interesować Felicity kilka miesięcy temu. Denerwował się, że cały czas za nim łazi. A ona, córka Sędziego, chciała z nim sypiać, mimo że tak ją traktował.
Zaskoczyło ją to, że sam zwrócił na siebie uwagę; najwyraźniej
an43

- Bardziej niż większości ludzi.

za wojną, jednak chciałabym robić coś dla innych. Tego
Sinclair zmarszczył brwi.
wyjść na żwirowy podjazd oddzielający pałac od ogrodu.

jednego dnia kogoś kochać, a nazajutrz traktować jak obcą osobę?!

tego nie zapomni.
dobra wiadomość.
wyjazdu jest Sebastian Redwing i obietnica złożona Colinowi.